O autorze
Oblatuję świat posmoleński, okiem fizyka próbując zlokalizować szczątki normalności wsród wezbranych odmętów fałszywej "fizyki smoleńskiej" i brudnawej polityki. Jasne, że nie chcę opowiadać w kółko o katastrofie. Jednak, jako że ten temat będzie dominował w najbliższym czasie (pon. 50 lat, wg. Tomasza Lisa, wg mnie tylko pon. 25 lat), może nieco zepchnąć na bok superkomputery, bezpieczne małe lotnictwo, najnowszą astrofizykę i przestrzenie Ameryki Północnej.
Mam popularny w 2011-2014 blog Fizyka Smoleńska w Salonie24, który po kilkuletniej przerwie kontynuuję.

Trzy katastrofy - trzy zamachy? Nr 2: Akron-Fulton, Ohio, 10.11.2015

Szczątki Hawkera 125-700 w miejscowości Akron, Ohio, 10.11.2015 TNS
Przyjrzyjmy się drugiej katastrofie podobnej do smoleńskiej: zła pogoda, lotnisko bez ILS, pilot dwusilnikowego odrzutowca Hawker 125-700 o numerze bocznym N237WR po krótkim locie wykonuje podejście nieprecyzyjne na lokalizator na lotnisku Akron-Fulton, w warunkach minimów meteo (lub nieco poniżej wymaganego minimum podstawy chmur). Zamiast zaprzestać zniżania na odpowiedniej wysokości, opada z niejasnych względów za wcześnie, za szybko. Samolot w płaskim locie tuż nad terenem uderza prawie dwie mile przed pasem 25 w przeszkody: ścina linię energetyczną, obraca się na lewe skrzydło i zwala na domy w okolicy, gdzie... mieszka prof. Binienda wraz z żoną. To znani, główni zagraniczni specjaliści: profesor robi naukowe badania smoleńskie, żona (przew. Kongresu Polonii Amer.) dowodzi z mównic w kraju i za granicą, że Smoleńsk to zbrodnia taka, jak Katyń. W takich sprawach nie ma przypadków - niezrozumiała katastrofa nad ich domem też wg mnie była 'zamachem służb specjalnych dwóch krajów'. Zadaję sobie pytanie: dlaczego utrzymywane jest to w tajemnicy?

Raport NTSB o katastrofie ("katastrofie").



Artykuł USA Today



KAKR, Akron-Fulton, Ohio, 10.11.2015

Opublikowano raport wstępny NTSB z 'wypadku' małego odrzutowca British Aerospace Hawker 125-700A (link powyżej, dostęp w dniu dzisiejszym, 1 kwietnia 2016 r.), w którym jest bardzo wiele niejasności. Jest bardzo wiele niepokojących zbieżności ze Smoleńskiem. Jednak, co charakterystyczne, nie wspomniano o tym ani słowem w raporcie.



Samolot na podejściu zszedł w niejasnych okolicznościach dużo poniżej prawidłowej ścieżki podejścia. "This plane just dropped out of the sky, veered and crashed into the apartment building" - mówili świadkowie - czyli coś, jak grom z jasnego nieba. Czy dokonano sabotażu statku powietrznego, czy też może naprowadzono go na śmierć i zatarto wszystkie ślady?

Wyrównał jednak lot na tyle, że lecąc płasko nad ziemią w silnym lewym przechyle, uciął przewody elektryczne i przeleciał nad drogą. To powtórzony scenariusz ze Smoleńska. Następnie spadł na ziemię wywołując duży pożar 3 kilometry przed pasem 25 lotniska. Dziewięć osób na pokładzie Hawkera zginęło, niejasne jak długo po momencie spadku. Nikt z mieszkańców Akron nie widział upadku, chociaż świadkowie słyszeli odgłos przypominający wybuch. Nikt też na szczęście nie ucierpiał. Wszystko wskazuje na nieudany tym razem zamach, celowo podobny do smoleńskiego. Albo ostatnie ostrzeżenie dla Biniendów. Nawet kierunek podejścia zamachowcy wybrali wg mnie ostentacyjnie ten sam, z dokładniością do 5 stopni, co w Smoleńsku. A także przechył na lewe skrzydło.

Zamglenie, deszcz, niska podstawa chmur około 200 m. To oficjalne czynniki podane jako tło katastrofy. Ale sądzić należy, że to nie pogoda była przyczyną katastrofy ani w Akron ani w Smoleńsku. W tym samym dniu wylądowało w Akron w podobnych warunkach, zahaczających o minima meteorologiczne, wiele samolotów. Jeden z nich, Piper-28-161, wylądował w KAKR tuż przed katastrofą bez problemów. Pilot wypadkowego Hawkera otrzymał ostatnie naprowadzanie na kierunek pasa z centrum kontroli radarowej Akron-Canton (większe lotnisko na południe od Fulton; w KAKR nie ma kontroli lotów). Pilot Pipera po wylądowaniu usłyszał na kanale łączności radiowej meldunek z samolotu wypadkowego: "Hawker Jet na ostatniej prostej, 10 mil, lokalizator 25". Kilka chwil później przekazał pilotowi Hawkera wiadomość: "Wyszliśmy z chmury na mimimach". Ten, dalej mówiąc spokojnym głosem (tak jak załoga PLF 101 do wysokości 20 m nad ziemią!), podziękował za informację. I tak, jak w Smoleńsku, absolutnie nic nie zapowiadało nadchodzącego nieszczęścia. Nie było zdenerwowania, paniki, ani sygnału 'Mayday Mayday' czyli SOS.

Hawker nie doleciał do pasa - wszyscy zgineli, choć przecież wszyscy wiemy z badań zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza i stu profesorów, z udziałem prof. Badena, Nowaczyka, i inż. arch. Dąbrowskiego, że przynajmniej niektórzy powinni po upadku z niewielkiej wysokości (w tym wypadku z wys. ciętych linii elektrycznych) przeżyć! Uwzględniając mniejszą prędkość, można ocenić, że co najmniej 44% pasażerów (czterech) powinno ocaleć.

Piloci Hawkera byli doświadczeni i robili podejście instrumentalne, co prawda tzw. podejście nieprecyzyjne, mając do dyspozycji lepsze przyrzady nawigacyjne (lokalizator), niż 2NDB w Smoleńsku. Widzialność była też lepsza, ok. 2 km na obszarze pasa 25. To wyklucza możliwość pomyłki pilota.

Dalsze dowody na zamach
Tak jak w Smoleńsku, na polu rozpadu znaleziono wiele odłamków. Odłamki, jak wynika z obliczeń profesorów: Biniendy, Berczyńskiego, Nowaczyka i Szuladzińskiego, są niezbitym dowodem wybuchu w powietrzu. Aby to udowodnić, Binienda wystrzelił kiedyś garnek z materiału przypominającego aluminium samolotowe w kierunku ściany, i nie stwierdził rozpadu garnka. Nawet w zderzeniu o wiele większej prędkości, naczynie tylko popękało płatkowo, ale pozostało w jednym kawałku.

Kolejny dowód w sprawie to kwestia obrotu samolotu: z obliczeń naukowców Macierewicza wiadomo, że spadek w pozycji odwróconej (jak w Smoleńsku i Akron) ma łagodniejszy przebieg (dach samolotu jest strefą zgniotu, amortyzuje też silnie ogon). Nie tylko więc data i miejsce wydarzenia, ale kierunek spadku i liczba odłamków prowadzą niezależnie i nieuchronnie do wniosku o zamachu. Ale to nie koniec.

Deszcz, być może nieprzypadkowo, uniemożliwił poprawną analizę chemiczną obecności trotylu na wraku, którą jestem pewien, że przeprowadzono. Przy wraku znaleziono nity, które jak wiadomo nie mogły zostać wyrwane z samolotu (por. badania profesorów Macierewicza, takich jak inż. Berczyński, przewodniczący podkomisji KBWLLP). NTSB nie wspomina co prawda o znaczniu nitów (ani o ekspertach ministra Antoniego) w raporcie pośrednim - ale miejmy nadzieję, że nie ujdą uwadze Amerykanów w ich raporcie końcowym.

Taśmowy rejestrator głosu (CVR) zawiera mocno zaszumiony zapis - dokładnie tak było w zamachu smoleńskim. Zastepca szefa NTSB na briefingu narzekala, ze jakość wstępnie odczytanego CVR Fairchild GA-100 jest słaba.... ("poor" to prawie najniższa ocena jakości nagrania, tuż powyżej "unusable" czyli "bezużyteczne"). Wiemy, że obecnie nie ma potrzeby stosowania archaicznych rejestratorów taśmowych, nie ma więc powodu, by nagranie było w ogóle silnie zaszumione, zwłaszcza tak bardzo. Nie podano wyjaśnienia także tej, istotnej sprawy.

Również nie napisano w dokumencie NTSB nic o przyczynie obrotu samolotu wokół osi podłużnej. Ze szczegółowych badań zespołu ekspertów Macierewicza wiadomo, że musiałoby się urwać ponad pół skrzydła, by nastąpił (np. szef podkomisji Berczyński udowodnił już dwa lata temu na III konf. smoleńskiej, że 20% ubytku skrzydła pilot z łatwością kontruje lotką). Tymczasem kamera przemysłowa położona 900 stóp od miejsca upaku zarejestrowała, że samolot, mimo że leciał w pewnym momencie przechylony o 90 stopni, nie miał wcale urwanego skrzydła. Piloci mogli być zatem obezwładnieni lub służby specjalne zablokowały zwielokrotnione układy sterowania, skoro nie skontrowali przechyłu.

Niestety, ciała i wrak z miejsca wypadku bezceremonialnie wywieziono dzień po katastrofie, a po rutynowych badaniach nie licujących z wagą wydarzenia do dziś nie zrekonstruowano wraku pracowicie, kawałek po kawałku, jak na filmach TV Katastrofa w Przestworzach, które mają dużą oglądalność, ponieważ zawsze pokazują całą prawdę o badaniach wypadków lotniczych.

Zakończenie
Odnotujmy na koniec, że profesor Binienda wypowiadał się w niezależnych mediach o tym, że ostrzegano go przez jedną z niedawnych wizyt w Polsce o niebezpieczeństwie zamachu na niego. Zdaje się, że o tym niebezpieczeńswie lekkomyślnie zapomniał, gdyż telewizja i youtube pokazały go ostatnio rozradowanego, uśmiechniętego od ucha do ucha, żartującego i puszczającego całuski do dziennikarzy lub dziennikarek pod ministerstwem, gdzie uczestniczy w pierwszym prawdziwym badaniu zamachu smoleńskiego z 96 ofiarami śmiertelnymi.

Dlaczego próba zmachu w Akron utrzymywana jest w tajemnicy? Czy nie odbije się ujemnie na dochodzeniu do prawdy o analogicznym zamachu w Smoleńsku przez podkomisję złożoną z wysokiej klasy fachowców ministra Macierewicza?

Spisane 1 kwietnia w Toronto
Trwa ładowanie komentarzy...